TAURUS CURVE - SD_AR

Przejdź do treści

Menu główne:

TAURUS CURVE

ARCHIWUM
TAURUS CURVE
Linia broni małej, przeznaczonej do skrytego przenoszenia i w miarę skutecznej samoobrony istniała zawsze. Można przypomnieć rurkowe czarnoprochowe derringery, czy małe rewolwery, później już na amunicję scaloną, łamane, pozbawione kurka itp... W dziewiętnastym wieku oferta była ogromna. W widocznym na ilustracjach katalogu z 1901 roku znajdziemy ich mnóstwo. Ukoronowaniem tej tendencji może być kilka bardzo ciekawych rozwiązań konstrukcyjnych znanych z historii, które jednak nie zdobyły popularności, częściowo z powodu czasów wojen i olbrzymiej podaży pełnowymiarowej broni wojskowej, a częściowo z powodu psychologicznej zmiany postrzegania problemu likwidacji bezpośrednich zagrożeń... Strzelanie małym pociskiem, żeby zranić, odstraszyć, zniechęcić, zabić, ale tylko trochę i nie do końca – po dżentelmeńsku – stało się nieaktualne.
Także trudno (całkiem) zgodzić się, że powstanie tego pistoletu jest uwarunkowane modą na obcisłe spodnie i tendencjami metroseksualnymi w społeczeństwach. „Takie małe pistoleciki” są znane i obecne w naszym życiu zawsze. Wolałbym myśleć, w tym wypadku, raczej o pewnej racjonalizacji podejścia do noszonej broni. Mała broń była ofiarą ironicznego deprecjonowania jej wartości przez wielbicieli wielkich giwer, które zabijają od samego patrzenia na nie... Wydaje się, że czasami wystarczy powiedzieć: „jestem dynamiczny, mam wielkiego ptaka z pustyni” i każdy powinien to zrozumieć... Jednak używanie (nie użycie dwa razy na strzelnicy) Wielkiego Ptaka bywa dość skomplikowane, a próba traktowania go jako broni EDC może budzić lekkie zaniepokojenie ­– chociaż i takie przypadki są powszechnie znane... Na szczęście pomiędzy Desert Eagle a Taurusem Curve jest jeszcze cały arsenał możliwości wyboru.
Również odnajdowanie genezy Curve w „plastikowym pokoleniu” nie wydaje się do końca słuszne. Plastikowe szkielety są wynikiem kalkulacji ekonomicznej producentów (przede wszystkim) i w konsekwencji nasileniu działań marketingowych. Oczywiście nie można odmówić im wielu zalet – brak korozji, pochłanianie energii, mała masa itd. Jednak obserwując uważnie efekty procesów projektowych wielu firm, trudno uwierzyć, jak kiepsko wykorzystują oni możliwości dowolnego kształtowania bryły i rozdzielenia metalowych zespołów funkcjonalnych od ergonomicznej „powłoki”. Mówiąc krótko – plastik w dużym stopniu powiela dziewiętnastowieczne rozwiązania broni krótkiej. Początki były ciekawe. Pierwszym prawdziwym pistoletem zaprojektowanym z plastiku był chyba niedoceniony Vektor CP 1. Seweryn Bidziński nazwał go trafnie i ładnie w swojej znakomitej książce „fantazją salonów samochodowych”. Warto tylko pamiętać jakie samochody stały w owym czasie w salonach na świecie i nie zestawiać Vektora z Polonezem... Ten sposób myślenia o tworzywach sztucznych na długo pozostał martwy. Rynek zdominował prosty Glock, którego największą zaletą jest uproszczenie wszystkiego – zarówno formy jak i cech użytkowych. Z drugiej strony trudno się dziwić, po co kombinować, jeśli wystarczy robić i... sprzedawać. Nawet o wiele ciekawszy Steyr nie przebił się przez barierę powszechności i masowej opinii. Dopiero wiek XXI zaczął przynosić spore zmiany. Pojawiły się nowe konstrukcje z plastiku (pistolety, rewolwery), które koncepcyjnie znacznie lepiej radzą sobie z dość niewdzięcznym połączeniem metal-tworzywo sztuczne. Zaczęto również traktować plastik tak, jak na to zasługuje, czyli jako ergonomiczną obudowę mechaniki broni (szczególnie w broni nieco większej). Dlatego pistolety takie jak Taurus Curve, XDS, Kriss zasługują na szczególną uwagę.
Michał Maryniak ARSENAŁ 135 (wstęp)
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego